środa, 29 lipca 2015

Od Sadness do dokończenia

Obudziłam się wcześnie rano zbudzona świergotaniem porannych ptaków. Leżałam na skalnej półce, która mimo ciepłego poranka, wydawała się chłodna. Jasne słońce świeciło w moją stronę. Popatrzyłam na duże zielone drzewa, które z góry wydawały się małe niczym mrówki. Ciemny potok płynący w stronę stada, wił się tak spokojnie, że można byłoby zobaczyć ryby skaczące pomiędzy falami. Chmury były jasne i małe, a słońce właśnie schowało się za nimi. Trawa miała słaby odcień zieleni i była prawie cała wyjedzona. Pod drzewami leżały jeszcze resztki jesiennych liści. Poszedłem wolno w stronę drzew, spacerowałem wśród nich. Nagle zauważyłem osobę leżącą nad potokiem.Był to kot wygrzewający się w słońcu. Patrzył na ryby płynące z nurtem rzeki. Był bardzo zamyślony. Poszłam do niego wolnym krokiem, a moje łapy prawie nie odrywały się od mokrego od porannej rosy podłoża. Położyłam się obok niego, a ona powiedział:
(Ktoś? Ktokolwiek?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz